niedziela, 27 grudnia 2009

Siedze i ...

Właśnie obejrzałem, chyba ponownie, bo wydaje mi się, że kiedyś już go oglądałem, "Big Lebowski". Dosyć ciekawy film, może nawet inspirujący, właśnie teraz piję białego ruska, tak jak "koleś", całkiem dobry drink. Ale czemu o tym piszę, skoro... skoro co? nie wiem. Nawet nie wiem czemu to piszę i nie potrafię podać powodu dlaczego nie miałbym tego pisać. Coś ze mną nie tak? możliwe. Zależy jaki jest punkt odniesienia. Bo również mogę powiedzieć, że ze wszystkimi jest coś nie tak. Przecież to nie ja wysyłam kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy na wojnę z powodu czegoś czego nie rozumiem. Ale nie będę tu się bawił w politykę. Więc wrócę do tego... zaraz do czego ja mam wrócić, przecież o Lebowskim też nie chcę gadać. Sam już nie wiem. Dobra, to powiem o niej. Albo nie, sam nie chcę o niej pisać, bo to smutna historia. Ktoś by powiedział, że warta opowiedzenia historia, a inny, że nie, że to kolejna romantyczna przygoda. Dosłownie romantyczna w pełni tego słowa znaczeniu, bo kończy się oczywiście nieszczęśliwie. Przynajmniej dla mnie, chociaż powiem, że warto było, naprawdę było warto. Pewien mądry człowiek powiedział, że nie ma ludzi, którzy się nie mylą. I ja się pomyliłem, spostrzegłem coś za późno. Tak to się dzieję gdy.. gdy co? kolejne pytanie pozostawione bez odpowiedzi. To może napiszę o niej później.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz